Nie mam głowy

Nie mam głowy do papieru,
dziś naprawdę nic nie mogę.
Czuję, że sam dotyk kartek
Mnie wprowadzi w wielką trwogę.

Może Jutro, może kiedyś
Się odważę i przełamię.
Może za kilka tygodni
W dłoni papier mej zostanie.

Już nie będę żyć wymówką
Brak skupienia zniknie trwale
Oczy chętniej będą patrzeć
A mózg pamięć dni tych zatrzeć

Wiatr zawieje i kalendarz
Puści w świat kartkę namolną
A ja na niej stworzę rady
Jak spełnioną być i wolną.



 

Spust szybszy niż odpust

Metaliczny posmak w ustach kiedy lufa jest już w środku
Nie ma końca ten akt zbrodni, boję się go już nie broniąc.
Jeszcze miejsce jest na ścianie, zaraz przy obrazie przodków.
Tyle miejsca, tyle kresek, zmieścić by się mogło wzajem goniąc
Mieszcząc nowe doświadczenia, dając start dla nowych wątków
A na kreskach jak na rękach ja leżący, resztki łez roniąc.




kameralnie

Schowaj mnie pod swój kocyk, niech nam będzie kameralnie
Niech mi z głowy mimo wiatru już żaden włos nie spadnie.
Zaplombuj rogi tkaniny by zło mnie nie dotykało,
Zawistne słowo, spojrzenie już do mnie nie docierało.
Jeśli będziesz chciał, daj mi dłoń. Z całą siłą ją pochwycę
To jedyny będzie sposób żeby zabrać Ci nożyce...

Przepis na ciasto

Liczyłam na przepis, tutorial, instrukcję
By odwlec w czasie nieuniknioną egzekucję.
Kupiłam foremki, a właściwie formy
By już nie odbiegać od przyjętej normy.
Dałam sobie nawet trochę więcej czasu
By nikt nie narzekał, nie było hałasu.
Jednak ciasto za nic nie chce współpracować
Tu gdzie się wylewa trzeba doszprycować
I tak już rok walczę kolejny z tym ciastem
Czy nie lepiej zrobić sobie zwykłą bułkę z masłem?

 

Pociski

Są słowa - pociski
I choć koniec bliski
Warto ich używać
By już nie przegrywać

Poszukaj

Zacznij zmywać makijaż i popatrz głębiej w oczy
Zdejmij ubranie, niech ze skórą się nie droczy
Usuń bieliznę by w końcu rozwarstwić wnętrzności
Poszukaj obecności spokoju i miłości.



Może się zdarzyć, że nawet kropla nie wypłynie
Tak jest gdy niesprawne jest choć jedno naczynie.


Ty nie wiesz...

Ty nie wiesz, że ja znam to miejsce
Gdzie chowasz wszystkie swoje prace
I myślisz - jestem już bezpieczny.
I myślisz, że ich nie zobaczę.

I znów, jak co dni kilka, wrzucasz
Tekst nowy pośród tekstów starszych.
I znów nic nie wiesz, że czytałam.
Że żyję też bez planów dalszych.

Kolejne słowa przypominasz
Jakbyś czuł, że ich potrzebuję.
A mnie bez dźwięku chłodno mijasz
Gdy słowo Twoje mnie ratuje.

Rano się budzę i stanowczo
Odmawiam sobie przyjemności,
Nie będę czytać Cię już wcale,
Czas jest na nowe znajomości.

Wychodzę z domu, drzwi zamykam
Powtarzam w głowie obietnicę:
Nie będę czytać Cię już wcale
Lecz mijam Twoją kamienicę.

I z okna słyszę otwartego,
Że słuchasz tej ładnej piosenki
Przy której kiedyś mi, dla żartu
Groziłeś biorąc pióro do ręki...